Kiedy sukces zaczyna ważyć. Marcin Bukowski i Projekt Mniej o życiu, w którym nie trzeba ciągle przyspieszać
- 2026-08-21
Problem zaczyna się wtedy, kiedy „później” nigdy nie nadchodzi.
Po zakończeniu jednego projektu pojawia się następny. Po osiągnięciu celu poprzeczka automatycznie idzie wyżej. Wolny wieczór szybko wypełnia się sprawami, na które wcześniej brakowało czasu. Nawet urlop potrafi zamienić się w kolejne zadanie do wykonania dobrze: zobaczyć, zwiedzić, wykorzystać, nie zmarnować ani jednego dnia.
W pewnym momencie człowiek orientuje się, że umie pracować, osiągać i dowozić, ale coraz gorzej pamięta, jak po prostu odpocząć.
To właśnie do takich osób w dużej mierze mówi dzisiaj Marcin Bukowski, twórca Projektu Mniej. Co ciekawe, jego droga do pracy z osobami zmęczonymi własnym tempem rozpoczęła się w miejscu, które raczej nie kojarzy się ze zwalnianiem.
Na korcie tenisowym.
Najpierw trzeba było nauczyć się wygrywać
Marcin przez lata był zawodowym tenisistą. Sport na tym poziomie szybko uczy, że sam talent nie wystarczy. Jest trening, powtarzalność, analiza błędów, presja wyniku, oczekiwania i świadomość, że po drugiej stronie siatki stoi ktoś, kto przygotowywał się równie długo jak Ty.
Trzeba nauczyć się przegrywać, a następnego dnia znowu wyjść na trening. Trzeba funkcjonować wtedy, kiedy pojawia się stres. Trzeba również słuchać trenerów, psychologów i ludzi, którzy patrzą na Twoje zachowanie z zewnątrz.
Sport był więc dla Marcina nie tylko szkołą dyscypliny. Był również wieloletnią obserwacją tego, co dzieje się z człowiekiem pod wpływem presji.
Dlaczego jedna osoba po porażce potrafi wyciągnąć wnioski, a druga przez kilka dni odtwarza ją w głowie?
Dlaczego ktoś osiąga wynik, o którym wcześniej marzył, a zamiast satysfakcji niemal natychmiast zaczyna myśleć o następnym?
I dlaczego osoby, które potrafią być niezwykle wyrozumiałe wobec innych, wobec siebie stosują zupełnie inne standardy?
Wtedy odpowiedzi szukał przede wszystkim jako sportowiec. Później te same mechanizmy zaczął obserwować z drugiej strony.
Po drugiej stronie kortu
Po zakończeniu kariery Marcin został trenerem. Pracował indywidualnie i z grupami, z dziećmi, amatorami oraz zawodnikami. Zmieniła się jego rola, ale człowiek pozostał w centrum.
Szybko okazało się, że za prostym komunikatem „chcę grać lepiej” mogą kryć się zupełnie różne historie. Dla jednej osoby najważniejszy był wynik, dla innej pewność siebie, a jeszcze inna musiała przede wszystkim nauczyć się radzić sobie z własnymi oczekiwaniami.
To doświadczenie z czasem zaczęło wykraczać poza sport.
Bo presja, którą można obserwować na korcie, nie znika po zdjęciu sportowego stroju. Ma tylko inne nazwy.
W firmie może nazywać się wynikiem kwartalnym. U przedsiębiorcy – odpowiedzialnością za pracowników i klientów. U menedżera – kolejnym projektem, który „musi się udać”. U specjalisty – potrzebą ciągłego rozwoju, żeby przypadkiem nie zostać w tyle.
Mechanizm bywa podobny: jeszcze trochę. Jeszcze ten projekt. Jeszcze ten miesiąc. Jeszcze tylko osiągnę określony poziom i wtedy wreszcie zwolnię.
Tyle że bardzo często po osiągnięciu tego poziomu pojawia się następny.
Kiedy odpoczynek staje się kolejnym zadaniem
Współczesna kultura pracy bardzo dobrze nauczyła nas optymalizować działanie. Mamy aplikacje do zarządzania zadaniami, kalendarze, systemy produktywności, kursy, podcasty i książki pokazujące, jak zrobić więcej w krótszym czasie.
Znacznie rzadziej uczymy się rozpoznawać moment, w którym więcej przestaje nam służyć.
Można przecież doskonale zarządzać kalendarzem, który jest przeładowany od rana do wieczora. Można świetnie ustalać priorytety i nadal mieć ich piętnaście. Można przeczytać kolejną książkę o regeneracji, a później mieć wyrzuty sumienia, że nie wdrożyło się wszystkich opisanych w niej zasad.
Paradoks polega na tym, że nawet odpoczynek zaczynamy traktować jak projekt.
Ma być efektywny.
Ma przynieść rezultat.
Ma przygotować nas do kolejnego tygodnia pracy.
A jeśli w sobotę niczego konkretnego nie zrobiliśmy, gdzieś z tyłu głowy pojawia się nieprzyjemne poczucie, że dzień został zmarnowany.
Dla Marcina właśnie ten sposób funkcjonowania stał się jednym z ważnych punktów wyjścia do stworzenia Projektu Mniej.
Projekt, który zaczął się od buntu przeciwko „więcej”
Nazwa może początkowo sugerować minimalizm. Nie chodzi jednak o pozbycie się połowy rzeczy z mieszkania, rezygnację z ambicji czy przekonywanie przedsiębiorcy, że powinien zamknąć firmę i wyprowadzić się do domku nad jeziorem.
Projekt Mniej powstał raczej jako sprzeciw wobec automatycznego założenia, że więcej zawsze oznacza lepiej.
Więcej pracy.
Więcej celów.
Więcej rozwoju.
Więcej treści.
Więcej doświadczeń.
Więcej rzeczy, które trzeba zobaczyć, zrobić i osiągnąć.
Problem w tym, że doba nadal ma 24 godziny, a nasza uwaga i energia nie są nieskończone. Jeżeli dokładamy kolejne elementy bez podejmowania decyzji, z czego rezygnujemy, prędzej czy później zaczyna brakować miejsca.
Dlatego „mniej” w filozofii Marcina nie oznacza rezygnacji z życia. Oznacza raczej odzyskanie prawa do wyboru.
Nie: „Jak zmieścić jeszcze jedną rzecz w kalendarzu?”, ale: „Czy ja w ogóle chcę ją tam mieć?”.
Nie: „Jak zmotywować się do kolejnego celu?”, ale: „Czy to nadal jest mój cel?”.
Nie: „Jak być jeszcze bardziej produktywnym?”, ale czasami po prostu: „Po co?”.
Coaching dla osób, którym nie brakuje ambicji
Dzisiaj Marcin Bukowski jest certyfikowanym coachem, a jego doświadczenie obejmuje setki godzin indywidualnych sesji. Jednocześnie studiuje psychologię i rozwija Projekt Mniej jako przestrzeń poświęconą świadomemu podejściu do rozwoju, odpoczynku, przeciążenia i codziennych wyborów.
Na coaching indywidualny trafiają między innymi osoby, które na pierwszy rzut oka nie mają problemu.
Pracują. Rozwijają firmy. Awansują. Realizują cele. Są odpowiedzialne i samodzielne.
Tyle że weekend przestał wystarczać do regeneracji. Wieczorem teoretycznie mają czas, ale brakuje im energii, żeby zrobić coś dla siebie. Kiedy próbują odpocząć, pojawia się myśl o tym, co jeszcze powinno zostać zrobione. A kiedy osiągają coś ważnego, satysfakcja trwa zdecydowanie krócej, niż się spodziewali.
W takich sytuacjach rozwiązaniem nie zawsze jest kolejny system zarządzania czasem.
Czasami warto przyjrzeć się temu, dlaczego właściwie tak trudno powiedzieć „nie”. Dlaczego odpoczynek wywołuje poczucie winy. Skąd bierze się przekonanie, że każdą wolną przestrzeń trzeba czymś wypełnić. I dlaczego własną wartość tak łatwo zaczynamy mierzyć tym, ile zrobiliśmy.
Coaching nie daje jednej odpowiedzi na te pytania, bo dla każdego będzie ona inna. Tworzy natomiast przestrzeń, w której można je wreszcie zadać bez konieczności natychmiastowego przechodzenia do następnego punktu na liście.
Być może nie potrzebujesz kolejnej rewolucji
Wokół rozwoju osobistego przez lata narosło przekonanie, że zmiana musi być spektakularna. Nowa praca. Nowy biznes. Pobudka o piątej rano. Całkowita reorganizacja życia.
Tymczasem czasami największa zmiana zaczyna się znacznie mniej widowiskowo.
Od odmówienia czegoś, na co od początku nie mieliśmy ochoty.
Od wieczoru bez służbowego telefonu.
Od zauważenia, że kolejny cel został wpisany na listę bardziej z przyzwyczajenia niż z potrzeby.
Od przyznania przed samym sobą, że coś, co działało przez ostatnich dziesięć lat, dzisiaj już nie działa.
Projekt Mniej wyrósł właśnie z takiego sposobu myślenia. Nie obiecuje życia bez obowiązków, stresu i trudnych decyzji. Nie przekonuje też, że ambicja jest czymś złym. Pokazuje natomiast, że można zacząć wybierać bardziej świadomie, gdzie chcemy inwestować swoją uwagę, czas i energię.
Być może dlatego doświadczenie Marcina Bukowskiego ze sportu okazuje się dzisiaj tak przewrotnie aktualne.
Przez lata uczył się, jak osiągać wyniki. Później pomagał robić to innym. Dzisiaj pracuje również z ludźmi, którzy osiągać już potrafią, ale chcieliby nauczyć się czegoś zupełnie innego: nie zamieniać całego życia w niekończący się wyścig.
Bo dojrzałość nie zawsze polega na tym, żeby wiedzieć, kiedy przyspieszyć.
Czasami znacznie ważniejsze jest wiedzieć, kiedy można już przestać biec.